22 września 2016

Katalońskie miasteczko Tossa de Mar i las calas!


Witajcie! Dawno mnie tu nie było, ale wreszcie znalazłam czas, żeby napisać posta. Ten miesiąc był dla mnie dość ciężki... Po pierwsze, był to powrót do rzeczywistości po mojej wspaniałej podróży do Francji, Hiszpanii i Szwajcarii, musiałam jakoś się odnaleźć w polskiej rzeczywistości... Miałam także dużo pracy, dużo obrabiania zdjęć ślubnych, i na dodatek zaginął mój kot, którego szukałam parę dni. Odnalazł się po 4 dniach od zaginięcia, był zmasakrowany przez auto, ale na szczęście wraca już do zdrowia i coraz z nim lepiej. Przez całą sytuację z Puszkiem,straciłam wiarę w społeczeństwo. Mój kot leżał 2 dni  pod sklepem, i nikt nie raczył się mu pomóc, ani nawet zadzwonić do schroniska lub TOZ-u. Zalęgły się na nim robaki. Dopiero wielkoduszna Agata, która pracowała w tym sklepie i przyszła na swoją zmianę, wzięła go stamtąd, a następnie zadzwoniła do mnie gdy przeczytała ogłoszenie. Jest to dłuższa historia do opowiedzenia, ale ważne jest to, że zakończyła się szczęśliwie, a Puszek jest już w domu!



Tossa de Mar leży w Katalonii, niedaleko Girony, około 100 km od granicy hiszpańsko-francuskiej. W tym roku odwiedziłam to miasteczko po raz drugi w swoim życiu, byłam tam także rok temu. Stare Miasto (Vila Vela) w Tossie jest bardzo dobrze zachowane wraz z murami obronnymi oraz kościółkiem na górze, z którego roztacza się piękny widok na całą miejscowość. Razem z Bartkiem spędziliśmy w tym miasteczku 7 dni, później udaliśmy się do Barcelony, ale o tym będzie w kolejnym poście. Wybrzeże nad którym leży Tossa jest bardzo urokliwe, charakteryzuje się spadzistymi skałami ułożonymi pionowo do morza oraz dużą ilością ślicznych, kamienistych zatoczek. Nazywają się one po hiszpańsku calas. Każa cala ma swoją nazwę, np. Cala Pola, przy której znajduje się kemping Pola, a na nim skatepark Club Eurocamp. To właśnie on był celem naszej destynacji, to dlatego zabraliśmy nasze bmx-y, ale tam pojeździć! Z Tossy na skatepark dojeżdżaliśmy autem, zazwyczaj było tak że rano lub wieczorem jeździliśmy na rowerach, a oprócz tego w ciągu dnia zwiedzaliśmy różne calas. Był to naprawdę udany tydzień, ale zakończył się małym wypadkiem mojego Bartka, ponieważ na skateparku przeciął sobie rękę i miał założone 14 szwów... Od tamtego czasu, musieliśmy co kilka dni odwiedzać szpitale na wizyty kontrolne i zamiany opatrunków (np. w Barcelonie lub Annecy), ale i tak uważam, że ogólnie było super i przepięknie <3 Zapraszam jak zwykle do oglądania zdjęć!


 Na początek zdjęcia ze Starego Miasta w Tossie



















 Bartek robi table top'a na Eurocampie

tak to ja :D na Eurocampie

 Cala Pola (i plaża w zatoczce koło Eurocampa) na tym zdjęciu i tych poniżej \/


 Kocham tą wodę <3

 Cala Bona

W tle Tossa de Mar <3

I tym oto nostalgicznym zdjęciem kończę dzisiejszego posta, zdjęć było dużo, ale mam nadzieję, że dotrwaliście do końca! Jeśli macie ochotę pooglądać więcej zdjęć zapraszam na mojego instagrama, tam dodaję fotki na bieżąco. A wy jak spędziliście wakacje? Zwiedziliście jakieś ciekawe miejsce? Z niecierpliwością czekam na wasze komentarze i pozdrawiam wszystkich :*


Share:

5 komentarzy

  1. Jejku jak tam pięknie! Te balkony porośnięte fioletowym bluszczem-cudo! Ogółem cała okolica robi bardzo pozytywne wrażenie :) Ja całe wakacje spędziłam w Polsce,ale szczerze mówiąc nie narzekam, bo nie przapadam za ciepłym klimatem,przy 30-tu stopniach ''umieram'',za to uwielbiam lasy,góry itp.,więc idealnie się tu odnajduję,a przyszłym tygodniu wyruszam jeszcze w Tatry na zakończenie wakacji :)P.S Życzę zdrowia Puszkowi i Bartkowi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia i widać że urocze miejsca *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Siwetne zdjęcia, byłam kiedyś w tossie i zakochałam się - zupełnie inny klimat niż w Lloret :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przepiekne widoki! <3
    Pozdrowienia z Walencji :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana gdzie byłaś na Erasmusie?

    OdpowiedzUsuń

Blogger Template Created by pipdig